No to blog. Ile razy zaczynałam to nie zliczę, niektórych adresów nawet nie pamiętam, pamiętam za to mnóstwo pomysłów na wpisy. Po drodze z pracy, w supermarkecie, w lesie, podczas obiadu. I za każdym razem myśl "no, gdybym któregoś bloga pociągnęła dłużej niż kilka tygodni...".
Moja przygoda z blogami zaczęła się w wieku nastoletnim, w epoce szybkiego rozwoju internetu jeszcze na minuty. Jeden z nielicznych polskich serwerów, misternie dobrane kolorki, przyspieszone bicie serca przy pierwszym upublicznieniu tego, co do tej pory chowało się gdzieś w tyle głowy, ewentualnie od święta zapisane w specjalnie dedykowanym do tego celu zeszycie. Ukrytym w drugim rzędzie książek na półce. Byleby nikt nie znalazł, nie przeczytał. Ale internet? Anonimowość wciąga. A do tego ta frajda z pisania. I powrót do dziecięcych pomysłów, skojarzeń, gier słownych.
Dziś sobie o tym wszystkim przypomniałam. Dziś, po kilkunastu latach, wracam do tego co daje mi radość. Wracam do blogowania.